w życie trzeba się wgryźć

Temat: Witam!
Jestem Monika, mam 16 lat. Lubię czytać książki ( ,,Jedenaście klęczników", ,,Salamandra", ,,Mały Książę" i wiele innych). Śpiewam w scholi parafialnej już 7 lat. Ostatnio mój stosunek do świata uległ ogromnej zmianie, trudno mi uwierz, że Bóg może kochać tak złą osobę jak ja. Dlatego tu jestem. tutajpoczkategori
Źródło: katteriada.fora.pl/a/a,163.html



Temat: Msza polanna
Msza polanna

Zadzwonił na jutrznię dzwon piórny, skowronny,
Zawezwał nas w progi podniebnej kaplicy.
Przez wrota przeszliśmy, ze świerków rzeźbione,
Świt rosę zapalił w kropliste gromnice.

Na kwietnym klęczniku czas złożyć kolana,
Gdy wiatr pieśń na wejście w gałęziach wyszumi.
W modlitwie podchmurnej utonie polana,
Promienie w znak krzyża się splączą w zadumie.

Na mchem porośnięty głaz mszalny ołtarza
Opadnie wnet świergot i piórne nadzieje.
Witamy dzień nowy, co właśnie się zdarza.
Chwalimy cud stary, co właśnie się dzieje.



-----------------------------------------

Taki mały mój komentarz jeszcze :) Jak tak sobie patrzę na moje wypociny, to mam wrażenie, że większość jest na tyle w podobnych klimatach, że powinny stanowić cykl. Zastanawiam się, czy nie połączyć "Mszy...", "Kapliczki", "Modlitwy o słońce" i innych, które już napisałam lub które dopiero się pojawią w taki właśnie cykl - Sacrum leśnum, czy coś w tym stylu ;)
Jeśli sądzicie, że byłby to dobry pomysł, to napiszcie, proszę :)
Miłej lektury, mam nadzieję :)
Źródło: forum.erynie.pl/viewtopic.php?t=4083


Temat: promyczek
Kotello, jesteś cudowną kobietą. Nie wiem jak znosiłabym to co tobie zostało dane...

Wanbomko, pytasz jak było na Wigrach.
Byłam w drugą rocznicę śmierci naszego Ojca Świętego w miejscu gdzie miał swój kilkudniowy przystanek w czasie swojej przedostatniej pielgrzymki do Polski. Śpiewaliśmy na nabożeństwie w jego intencji o rychłą beatyfikację. Chwilami gardło ściskało mi się ze wzruszenia i miałam problemy ze śpiewaniem... ale dla Niego wszystko się udało. Byłam w apartamencie Ojca Świętego. Prawie czułam Jego obecność. Tam przy Jego klęczniku przed małym tabernakulum modliłam się w duchu o cud, właściwie o deszcz cudów dla naszych sycharowych udręczonych serc, małżeństw i rodzin...
Co Boże dasz...
Tak więc Wanbomko dużo wzruszeń i ogrom próśb za nami wszystkimi.
Źródło: kryzys.org/archiwum2007/viewtopic.php?t=1534


Temat: ryż i płatki róż do sypania pod Kosciolem
My płacimy 300 zł za ubranie kościoła. Będą żywe kwiaty koło Tabernakulum i obok ambony. Poza tym będziemy mieli sztuczne stroiki i i tiul na brzegach ławek. Trochę bardziej z tyłu kościoła będą stojaki ze sztucznymi kwiatami i świecami. Zdecydowaliśmy się na sztuczne kwiaty w większości, bo jest to naprawdę dużo mniejszy wydatek Poza tym będzie czerwony dywan, białą satyną otulone krzesła ary młodej, a za krzesłami mały tren i płatki róż na nim. Do tego przystrojony klęcznik.

Będzie to tak wyglądało:



Wzdłuż kościoła nie będzie tylko tych stojaków tylko małe stroiki, bo przejście na środku jest bardzo wąskie, sami oceńcie



Źródło: abcslubu.nazwa.pl/forum/viewtopic.php?t=3427


Temat: Co łaska!!!!!
my myslimy tak 200-300 max .
mój brat tak dawał i znajomi .sądze ze to odpowiednio. 600 za sam slub to dla mnie przesada. i tyle npewno nie dam.prędzej zmienie kosciół jesli byłby taki cennik.

przynajmniej z dekoracją mam spokój bo ksiądz uwaza ze kosciół jest piękny sam w sobie i nie zgadza sie na dywany,stojaki itp..z resza my tez tak uwazamy bo kosciół jest mały.

bedzie tylko udekorowany : klęcznik,krzesła PM i kwiaty na ołtarzu dla wszystkich par jednakowe.
Źródło: forumslubne.az.pl/viewtopic.php?t=158


Temat: Zdjęcia wnętrza kościoła.
W większości kościołów zabytkowych (nie tylko w Polsce, ale chyba wszędzie na świecie) nie można fotografować z lampą. Co gorsze niektóre w ogóle zabraniają fotografować. Wtedy to bez małego kompakta nic się nie da zrobić. Co do sprzętu to jak ktoś nie ma statywu pod ręką to można wykorzystywać wszelkiego rodzaju ławki, klęczniki itp. Tylko wtedy bardzo przydaje się wężyk, pilot lub samowyzwalacz.
Źródło: pentax.org.pl/viewtopic.php?t=12631


Temat: Pałac Iwno - prosze o zdanie o Wasze zdanie
ok, postaram się chronologicznie na wszystkie pytania odpowiedzieć..
ślub był udany chociaż ksiądz w podeszłym wieku dwa razy lekko się zaciął i raz pomylił, ale generalnie bardzo nas urzekła kameralna atmosfera tego uroczego małego kościółka i goscie również byli pod wrażeniem.
Kościół dekorowały nam te same panie, któe dekorują Iwno. Były to małe dekoracje przy ławkach, duża kompozycja pod otłarzem, dwie kompozycje koło tabernakulum, mała dekoracja na ambonie. Całość wyglądała elegancko i dość bogato- również dlatego że kościół jest mały i nie tzreba go zbytnio "ubierać".
Kościół wystawił nam tylko ładne czerwone krzesła i klęczniki, nie były one specjalnie dekorowane, ale wyglądały prosto i elegancko. Organista jest w porządku, co prawda u nas grał bardzo niewiele, bo tylko odpowiedzi na wezwania księdza, resztę grał zespół łącznie ze stałymi elementami jak psalm, baranku boży itp. Organista zagrał marsz na koniec i było ok
na weselu było łącznie 80 osób i mieliśmy 8kg szynki, która była wyśmienita- rozpływała się w ustach, ludzie mówili że rewelacja. podana była z sosem czosnkowym i ziemniaczkami pieczonymi. Mniam. Sporo jej nam zostało (gdzieś może 1/3)
co do jedzenia już je wcześniej wypróbowaliśmy w ich restauracji, więc wiedzieliśmy czego się spodziewać. Smakowało mi wszystko. To co wybraliśmy to: przystawka karkówka w sosie tatarskim (pycha) zupa rosół (podobno inne nie są popularne więc nie kombinowaliśmy, ale był bardzo smaczny i gorący) Dania główne które wybraliśmy to polędwica wieprzowa w sosie grzybowym, koperta ze schabu w migdałach, sakiewki z kurczaka z kurkami i szpinakiem, bitki wieprzowe w warzywach, de volaille. do tego warzywa i surówki, ziemniaki i inne dodatki. Wszystko było smaczne ale mój faworyt to bitki wieprzowe w warzywach (był to coś a la sos do ryby po grecku).
Wszystko, co miało być podane gorące, było gorące!
Ciasta również były smaczne, na deser wybraliśmy szarlotkę.
Potem na salę wchodził barszcz, golonki, zimna kolacja i sałatki, a później żurek i beef stroganoff wszystko pyszne i ciepłe.
gdybym teraz miała jeszcze raz wybrać menu nie zmieniłabym absolutnie nic.
Nie domawialiśmy żadnego dodatkowego jedzenia (te trzy porcje na osobę to było aż nadto)
A śniadanie już na nas rano czekało, kawy i herbaty były na bieżąco parzone i odgrzewana zupa na życzenie.
jak macie jeszcze jakieś pytania, to piszcie chętnie pomogę bo wiem jak to jest jak się przed ślubem szuka takich informacji- ja nie miałam ich za wiele, ale za to mogę się podzielić swoimi wrażeniami. pozdrawiam
Źródło: poznan.forumslubne.pl/viewtopic.php?t=651


Temat: Kasia i Łukasz- 24.10.2009 :)
Już po. Jesteśmy małżeństwem. Dzisiaj znalazłam czas aby to opisać. Jeśli ktoś będzie miał ochotę to poczytać

22.10.2009(czwartek)
Wstaliśmy o 8rano. Szybkie zakupy, śniadanko i na salę. Od 11 dekorowaliśmy całą salę. Mała przerwa na obiad i od 15 kontynuacja. Na początku byliśmy my, świadkowa i brat Łukasza. Od 16 grupa sie powiększyła. Przyszedł tato, świadek, koledzy z pracy męża, rodzinka. Poszło sprawnie. Panowie napompowali 800balonów o 20 byliśmy w domu.

23.10.2009(piątek)
Dzień zleciał szybko. Wszystko bylo już pozałatwiane. Koledzy z pracy Łukasza pomogli nosic napoje na salę i oklejac alkohol. o 18 do kościoła na spowiedź i udekorować troszkę nasze siedzenia i klęczniki, zawieźć kwiaty na ołtarz. Później do restauracji rozłożyć winietki. Tu było małe spięcie ze świadkiem ale stres zszedł i pojechalismy do domu. O 2w nocy przyjechała rodzinka.

24.10.2009(sobota)
Wstaliśmy o 7 bo był mały stres. Łukasz pojechał zawieźć z tatą alkohol i ciasta, ja do fryzjerki. Na 12.30miałam makijaż i tu stres bo jest 12.15 a ja nadal u fryzjera i na pewno nie zdąże do kosmetyczki. Zadzwoniłam do niej, że sie spóźnie 15minut a ona, że mnie nie umaluje. Ale naszczęście umalowała i byłam zachwycona. Powrót do domu. O 15.20 przyszła mama męża i zaczyna mnie wkurzać. Chodzi po całym mieszkaniu i goni mnie do ubierania. Nerwowa atmosfera a ja zero stresu. Poszlam się spokojnie ubierać. Wchodze do sali, Łukasz zachwycony, szybkie błogosławieństwo i do wyjścia. Do samochodu i do kościoła. Tam świadkowa pogoniła do kościoła, bo chcieliśmy zrobić im niespodzianke swoim wyglądem. Ślub zleciał szybko. Wychodzimy z kościoła, szpaler wojskowych na schodach a tam ulewa. Koleżanka pożyczyła parasola i szybko do auta i do restauracji. Witanie w sali, chlebek, kieliszek wódki, przenoszenie przez próg, toast i życzenia. Dłuuuuga kolejka. (Prosiliśmy bez kwiatów a połowa gości z bukietami.)
Ciepły obiad i czas na pierwszy taniec. A tu był stres. Narzeczony sie tego bardzo bał ale wyszlo super. Wszyscy bardzo chwalili. A później były tańce i zabawy do białego rana.
Wracamy do domu, a że to nie daleko idziemy piechotą, żeby sie przewietrzyć. Idziemy a ulicą jedzie radiowóż. Jak się nam panowie przyglądali. Nawet zwolnili i się nam ukłonili

25.10.2009(niedziela)
Wstaliśmy po 10. O 13 poprawiny w lokalu. Dużo dzieci, które szalały i strzelały balonami. Goscie wypili, zjedli i o 19 do domów się rozeszli.

Zdjęcia dodam później bo rozpisałam się bardzo
Źródło: abcslubu.nazwa.pl/forum/viewtopic.php?t=4269


Temat: Zabytki Industrialne
Niestety na Ślasku ubedzie więcej zabytków, oto informacja o kolejnym

Rybnik: sprzedam szpital z kaplicą
Małgorzata Goślińska


Nie będzie śladu po chorobach. Wystarczy skuć tynk. A w kaplicy ściągnąć obrazy i funkcję sakralną.


W zespole poszpitalnym mają być hotel, sklepy, usługi, rozrywka. A w kaplicy? - Wystąpimy do kurii o zabranie przedmiotów kultu i desakralizację - mówi Witold Trólka, rzecznik marszałkaZespół poszpitalny Juliusz wycina z centrum Rybnika hektar ziemi. Za murem rosną wysoko budowle z cegły, neogotyckie, neoromańskie, otulone kasztanowcami. - Jak wiatr zawieje, z okien czuć ludziami - mówi Zygmunt Głodek. Jego żona była tu lekarzem. Głodek pamięta pacjentów z oddziału onkologii i pokazuje, gdzie wykonywano sekcje zwłok. Budynek od ul. 3 Maja wieńczy kopuła z krzyżem. To kaplica, właściwie mały kościół. Ludzie podobno umierali przy spowiedzi. Msze odbywały się raz dziennie, w tygodniu o szóstej rano, w niedziele o 16.30. Ostatnia w 2000 roku. Szpital przeprowadzono do nowego obiektu. Głodek pracuje w ochronie Juliusza. Sam na zmianie, rencista, do pomocy ma dużego psa, który jak nie łasi się do obcych, to ucieka. W zeszłym roku ktoś włamał się do kaplicy, zniszczył drzwi, a kilka miesięcy temu próbował zerwać miedzianą blachę z kopuły. W 2006 roku pękł kaloryfer, woda podmyła prawą nawę przy ołtarzu. Podłoga zarwana jest do tej pory. Witraż podziurawiony kamieniami.

Kompleks to zabytek najwyższej klasy. W 1869 roku zbudował go Juliusz Roger, którego sprowadził z Niemiec książę Wiktor I Raciborski. Na ziemi górnośląskiej szalał wtedy tyfus. Roger był młodym lekarzem, społecznikiem, walczył nie tylko z chorobą, ale i z nędzą, nie tylko nie brał pieniędzy od ubogich pacjentów - jeszcze pomagał im finansowo. Ludzie go cenili, szpital powstał ze składek społecznych. - Nie znam rybniczanina, któremu by się ktoś tam nie urodził bądź nie umarł. Jest przesiąknięty naszą krwią - mówi Czesław Sobierajski, radny wojewódzki z Rybnika. Zanim dostał się do sejmiku, założył Stowarzyszenie Brackie Rybniczan i zaczął walczyć o ocalenie Juliusza.

- Przychodzą tu różne szpece, farorze, politycy, kłócą się, całują krucyfiksy, ten chce brać kredens, tamten komodę - opowiada Głodek o kaplicy, głaszcząc rzeźby na dębowych ławkach, fotelach, klęcznikach.

Kompleks, jako jedna z trzech części dawnego szpitala wojewódzkiego, należy do marszałka. Czyje jest wyposażenie kaplicy, figury świętych, płaskorzeźby drogi krzyżowej, obrazy, marmurowe ołtarze, tabernakulum, organy, relikwie św. Juliusza? - Nie wiadomo - mówi Witold Trólka, rzecznik marszałka. - Nie zostały ujęte przy przejmowaniu szpitala w wykazie środków trwałych. Chcieliśmy je oddać kurii metropolitalnej.

Ale nie pasowały do kaplicy w nowym szpitalu, bo "ma współczesną architekturę i trudno planować do niej zabytkowy wystrój, który i tak byłby niewystarczający" - odpowiedziała kuria i odmówiła przyjęcia. Była przekonana, że stara kaplica zachowa funkcję sakralną.

Cztery lata temu marszałek chciał przekazać Juliusza prezydentowi Rybnika. Tamten jednak wolał go kupić za symboliczną złotówkę. - Wtedy mógłby sprzedać za duże pieniądze, a darowiznę trzeba przeznaczyć na społeczne zadania gminy - podejrzewa Sobierajski. Widziałby w zabytku hospicjum, dom starców albo muzeum. W pozostałych częściach szpitala, odnowionych przez miasto, działają campus akademicki i szkoła muzyczna. - Juliusza nie chciała przyjąć żadna szkoła, bo musiałaby go wyremontować - tłumaczy Michał Śmigielski, wiceprezydent Rybnika.

Zabytek stał się kulą u nogi. Roczne utrzymanie, ochrona, ogrzewanie, kosztuje 120 tys. zł, a rewitalizacja pochłonęłaby ponad 100 mln zł. W tym roku w maju został wystawiony na sprzedaż za 9,6 mln zł. Na przetarg nie wpłynęła żadna oferta. Trólka twierdzi, że inwestorów zniechęcają warunki konserwatora zabytków. - Należy zachować bryłę budynków, kształt dachu, wystrój wnętrza i detale elewacji oraz stolarkę. Nie można wygradzać pojedynczych budynków z zespołu. Ochronie podlega także towarzysząca zieleń - wymienia rzecznik.

Dlatego następny przetarg będzie miał przynętę. Prezydent Rybnika równocześnie za podobną cenę wystawi przylegający do Juliusza hektar z parkingiem. Oferty powinny pojawić się na przełomie lipca i sierpnia.

W zespole poszpitalnym mają być hotel, sklepy, usługi, rozrywka. Po chorobach nie będzie śladu. - Wystarczy skuć tynk - mówi Śmigielski. A w kaplicy? - Wystąpimy jeszcze raz do kurii o zabranie przedmiotów kultu i desakralizację - mówi Trólka.

Inwestor może urządzić w kaplicy nawet dyskotekę. Śmigielski twierdzi, że społeczeństwo na to nie pozwoli. Sobierajski zbiera podpisy pod protestem.


Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
Źródło: forum.chorzow.slask.pl/viewtopic.php?t=42